Dawne naczynia


Szkoła w obiektywie


  English    
Skansen w Sanoku Skansen w Zyndranowej Skansen w Świdniku  

Wycieczka do Skansenu kultury Łemkowskiej w Zyndranowej została zorganizowana 20.04. 2007 r. Wzięły w niej udział dzieci z Małej Szkoły w Kunkowej, szkoły podstawowej w Gładyszowie oraz uczniowie naszego gimnazjum

Podróż rozpoczęliśmy spod budynku gimnazjum. Początkowo poruszaliśmy się ruchliwymi drogami, lecz podczas ostatniego etapu jazdy nie bardzo wierzyliśmy, iż zmierzamy w dobrym kierunku - droga była wąska, dziurawa, wiodła przez las i gdyby nie drogowskazy pewno zawrócilibyśmy z traktu. Po około dwóch godzinach jazdy dotarliśmy na miejsce. Dzień niestety nie sprzyjał zwiedzaniu, było dosyć zimno i siąpił deszcz.

Zyndranowa to teraz niewielka wioska, po wysiedleniu pozostało niewiele rodzin, dzisiaj mieszka tam około 30 osób i nie kursuje do niej żaden autobus, oprócz tego, który dowozi dzieci do szkoły położonej w odległej kilka kilometrów Tylawie. Skansen też jest nieduży. Stanowi go łemkowska zagroda wzbogacona o dodatkowy dom, wiatrak, kapliczkę i kuźnię cygańską.

Niezwykła jest historia powstania muzeum. Jest to rodzinna zagroda Łemka - pana Teodora (Fedora) Gocza, który po wybudowaniu nowego budynku mieszkalnego, postanowił swoje dawne gospodarstwo zamienić w skansen kultury łemkowskiej. Jego ojciec był wiejskim pisarzem, rodzina była zamożna, więc i gospodarstwo duże a zagroda wielobudynkowa. Przez wiele lat pan Gocz zbierał eksponaty z różnych zakątków Łemkowszczyzny, remontował je, konserwował, przywracał dawny blask i umieszczał w swoim prywatnym muzeum, które otworzył w 1968 roku. Nosiło nazwę: Izba Pamiątek Kultury Łemkowskiej. Jego działalność nie zawsze cieszyła się przychylnością władz. Pan Gocz mocno przeżył wysadzenie w powietrze postawionego obok zagrody pomnika z 1975 r. poświęconego poległym w II wojnie Łemkom. (Obecnie odbudowany, lecz w trochę zmienionym kształcie).

Przez wiele lat muzeum miało charakter społeczny, w 1996 roku przeszło pod opiekę Muzeum Okręgowego w Krośnie. Pan Gocz w dalszym ciągu opiekuje się muzeum, a jego żona- nauczycielka na emeryturze - pełni funkcję przewodnika.

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od rodzinnego domu pana Gocza, w którym poszczególne części gospodarcze zamieniono na sale ekspozycyjne narzędzi używanych przez Łemków. Tam, gdzie dawniej było boisko obejrzeliśmy różne sprzęty służące do pracy w polu i w domu: sieczkarnię, stępy, cepy, brony, beczki, sita. W dawnej stajni zgromadzone przedmioty do wyrobu płótna: len, szczotki druciane do wyczesywania lnu, międlice, kołowrotki, krosna tkackie, kądziołki. Było tam również coś, co zainteresowało szczególnie dziewczęta: polowa kołyska z lnianej płachty oraz piękna skrzynia posagowa panny młodej. W skrzyni panna na wydaniu gromadziła tkane przez siebie płótno, haftowane koszule, chusty, jednym słowem przyodziewek i to, co najważniejsze - pieniądze. Wielu Łemków za chlebem wędrowało aż do Ameryki i stamtąd słali lub przywozili upragnione dolary, którymi wianowano dziewczęta.

Najciekawsza była część mieszkalna. W izbie znajdował się wielki piec z przewodem kominowym - ze względu na zamożność mieszkańców, to nie była kurna chata. Piec służył do pieczenia chleba, gotowania posiłków a na zapiecku -najcieplejszym miejscu w izbie -spali najstarsi członkowie rodziny. Obok pieca trzymano sprzęty do wyrobu chleba: dzieżę, łopatę, drewno do palenia. Dalej znajdowało się jedno łóżko, w którym spali gospodarze, kołyska dla dziecka, stół a wokół ławy, które za dnia służyły do siedzenia, a nocą do spania dla pozostałych osób. Na ścianie umocowano półkę na garnki, wiele z nich z oszczędności było drutowanych, dalej pod sufitem, z braku miejsca, drągi na odzież, różne potrzebne rzeczy. Na ścianie przeciwległej do wejścia umieszczono ikony - malowane na desce i oleodruki. Piękne, chociaż trochę zniszczone były stroje kobiece i męskie. Kobiety ubierały się w nie od święta: haftowane koszule, kwieciste gorsety i ciemne spódnice w rzucik. Mężatki pod chustę zakładały czepiec - symbol małżeństwa, stąd wzięła się nazwa "oczepiny". Każda kobieta dbała, aby jej strój był piękny, dlatego zdobiły go haftami, koralikami, cekinami. Z ubrania mężczyzny najbardziej w oczy rzucała się brązowa czuha z peleryną w białe pasy i długimi frędzlami.

W osobnych pomieszczeniach zgromadzono przepiękną kolekcje pisanek wielkanocnych oraz uratowane po pożarze wyposażenie cerkwi w Zyndranowej.

Kolejnym budynkiem, który zwiedzaliśmy była koniusznia. Urządzono tam wystawę przedstawiającą pozostałości po wielkiej bitwie stoczonej w okolicy Zyndranowej o Przełęcz Dukielską w 1944 r. Zgromadzono tam mundury żołnierzy polskich, niemieckich i radzieckich, fotografie, hełmy, łuski pocisków, broń - to co pan Gocz zebrał własnymi rękoma w okolicznych lasach lub wystarał się u znajomych.

Obok koniuszni wybudowano ścianę - pomnik wybitnych postaci pochodzenia łemkowskiego. Portrety wielkich Łemków można było też obejrzeć w świetlicy - kolejnym budynku, gdzie prezentowana jest sztuka łemkowska: obrazy, rzeźby, stare fotografie Łemków, a także prace będące efektem organizowanych w skansenie plenerów. Na koniec wpisaliśmy się do księgi pamiątkowej a pan Gocz powiedział, jak żegnają się Łemkowie. Nie maja zwyczaju całować kobiety w rękę, lecz mają za to trzy rodzaje pocałunków: rodzinny -w czoło, przyjacielski w policzek i dla ukochanej - w usta.

Po tym pożegnaniu ruszyliśmy w powrotną drogę. Mimo, że skansen wydawał się niewielki a pogoda deszczowa, zwiedzanie muzeum było fantastyczną przygodą a spotkanie z panem Goczem zostanie w pamięci na wiele lat.


Szatkownica do kapusty


   Webmaster: Bogdan Matała